NEWSLETTER
E-MAIL
««« HOME
Napisy
WIĘCEJ »»»



TYTUŁ: OKALECZONE DZIECIŃSTWO


AUTOR: ELŻBIETA STEPSKA - KOT


 








Ciebie mój Ojcze wzięło do niewoli

A mnie na Sybir zesłano.

Golgotą Twoją Obóz Ostaszkowski -

Dzieciństwo moje w Syberii zdeptano.

Nić Twego życia przecięło strzałem

W tył głowy -

A ja do Ojczyzny wróciłam

Wierzyłam, że żyjesz, że do nas

wrócisz... Oto tak bardzo Boga

prosiłam. Szukałam Ciebie zawsze

i wszędzie. Czekałam listu, depeszy.

A Twoje zdjęcie do serca tuliłam,

Bo ono tylko umiało pocieszyć.

.........I otrzymałam wieść straszną,

Okrutną. Wieść, która mnie z nóg

powala. Jesteś mój Ojcze na

Ostaszkowskiej liście - to tajemnicę

odsłania.


Upłynęło wiele lat. Doznałam wiele upokorzeń. Zadawałam tysiące pytań: Gdzie jesteś Ojcze? Czemu milczysz? Dlaczego nie wracasz? Czemu tyle kłamstwa? Odpowiedzią była cisza, milczenie, czasem drwiący uśmiech lub groźba: Nie pytaj! bo znów możesz tam wrócić! Milczałam!


Niejednokrotnie zadawano mi pytanie: Czy chciałabym powrócić wspomnieniami do lat dziecięcych? Przywołać miłe i pełne radości wspomnienie. Wspomnienie beztroskiej zabawy w gronie rodziny Ojca, Matki, rodzeństwa- a ja z pokora chylę głowę, myśl wiruje, serce kołacze, do oczu cisną się łzy, jakaś mgła mnie zasłania i pełna buntu daje odpowiedź: Ja nie wiem co to znaczy dzieciństwo!, Ja nie wiem co to miłość Ojcowska!, Ja nie wiem co to znaczy wspomnienie beztroskiej zabawy!, Ja jako dziecko liczące zaledwie trzy lata zostałam pozbawiona praw człowieczeństwa, ogłupiona z głodu i zdeptana niczym zbędny robak. To w wieku trzech lat na mnie ciążyła straszliwa kara - kara śmierci głodowej, kara wywozu na Sybir, kara odizolowania od matki i siostry. Moim przewinieniem było to, że byłam córką Polskiego Policjanta II Rzeczypospolitej Polskiej, uczestnika Wojny Obronnej, który to we wrześniu 1939r. pełnił służbę na posterunku w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Tarnopolu.


Pierwsze kroki w pracy policyjnej rozpoczął tatuś w Pilźnie i później w Tarnowie. W tym czasie Komendantem Głównym Policji jest generał Zamorski wywodzący się z ziemi tarnowskiej. Tatuś zostaje skierowany do pracy na terenach wschodnich. Pracuje w Brzeżanach, Uściu Zielonym koło Buczacza i ostatnio w Tarnopolu.


To właśnie w Tarnopolu zastaje Go ten tragiczny dzień 17 września 1939r.


Zanim jednak przywołam wspomnieniami ten dzień, pragnę opisać mały epizod z mojego życia (opowiadanie to opieram na wspomnieniu mamusi zmarłej przed 10-ma laty).


17 września 1939r. - to niedziela. Tatuś jest w pracy. Komenda Wojewódzka Policji w Tarnopolu mieści się przy ul. Mickiewicza. My mieszkamy przy ul. Kościuszki 6, niedaleko posterunku Policji. Tatuś wróci z pracy o 14.00. Po przyjściu pójdziemy na zakupy do sklepiku znajdującym się w parku. Ja dostanę lalkę, "która mówi", a siostra książkę i piłkę. Czekam na przyjście tatusia, dzień się dłuży. Stoję w oknie, nosem dotykam szyby, wypatruje przyjścia tatusia.


17.09.1939 r. zbliża się godz. 14.00. Na ulicach gwar, warkot maszyn i szum. Ulicami snuje tysiące wojska rosyjskiego. Brudni, cuchnący, obdarci. Krzyczą, klną, śpiewają, gestykulują! Otaczają obiekty wojskowe, budynki policyjne, instytucje państwowe, szkoły, banki, uczelnie. Nie napotykają na sprzeciw ludności Tarnopola. Społeczeństwo Tarnopola niczym w letargu. Życie zamarło, ludzie nie wychodzą na ulice. Rozbrzmiewają komunikaty "... przybyli sowieci, by przyłączyć się do walki z najeźdźcą. Pomogą odeprzeć wroga..." Mamusia szlocha, płacze i ja też płaczę, bo nie ma tatusia. Nie wraca z pracy. Nie zostają spełnione moje marzenia. Nie ma obiecanych zakupów, nie ma wymarzonej lalki, kolorowej piłki i uroczej bajki.


Mój Boże - ja nie rozumiem, że ogarnęła nas tragedia, która pozostawi ślad na moim życiu do dnia dzisiejszego. Tatuś już nigdy do nas nie wrócił, a przed nami roztoczył się nowy etap życia, życia wygnańca w głodzie, chłodzie i poniżeniu.


Więzienie tarnopolskie wypełnione przestępcami. Wszyscy - odsiadujący kary więzienia zostają wypuszczeni na wolność. Na ich miejsca osadzeni są nasi ojcowie, kapłani, oficerowie, lekarze, prawnicy i inni. Więzienie otoczone jest wojskiem rosyjskim. Nikt nie może się do nich zbliżyć. Tymczasem rodziny więzionych przeżywają koszmar. Kontrole, szykany, wyrzucanie z domów, urągania i poniżenia. Podobny los spotkał moja mamusię. Wyrzucaj ą nas z domu do piwnicy - piwnicy zimnej, brudnej, nieopalonej. Jednak opatrzność Boska sprawia, ze w naszym mieszkaniu zakwaterował się rosyjski lejtnant. Ów człowiek jest pochodzenia polskiego. Pozostawił nas w naszym mieszkaniu. Pomaga mamusi, dostarcza opał, żywność. Informuje o losie tatusia i innych. Powiedział też, kiedy będą wyprowadzać naszych Ojców na błonia tarnopolskie. Błonia - zostają otoczone drutami kolczastymi, równolegle z drutami stoją Sowieci z karabinami zwróconymi w kierunku placu, na który to wprowadzaj ą naszych Ojców.


Jest tam moja mamusia, siostra i ja. Mamusia ma zawiniątko, chleb, sucha kiełbasę, herbatę. Mama już zobaczyła tatusia, idzie do niego, płacze. Ktoś wyrywa mnie z rąk mamusi, a siostra nie zważając na krzyki i zakazy przyłącza się do Ojca. Tato przykrywa ja swoim płaszczem i tak dochodzą na plac wyznaczony dla skazańców. Tato zadaje dziesiątki pytań siostrze. Prosi ją by była grzeczna, by nie zapomniała o modlitwie, opiekowała się mną (bo jest starsza o 6 lat). Siostrę Wandę ogarnia zdziwienie czemu to tatuś ją nie tuli, nie pocałuje. Stoi wyprostowany na baczność. Zauważa też, że tatuś jest wyjątkowo zaniedbany, odcięte ma guziki z munduru, czapka połamana, na twarzy duży zarost, liczne obdarcia i kropliste łzy spływaj ą po Jego twarzy - to były łzy bólu, żalu, bezradności i pożegnania.


Wzrok swój kieruje siostra na towarzyszy Ojca - a Ci jak dzieci płaczą, dotykają siostrę zaznaczając znak krzyża na Jej głowie. Tak - to było ostatnie pożegnanie z Ojcem — a później nastało pasmo innych cierpień. Ojców naszych przez 3 lub 4 dni trzymano na błoniach. Bez jedzenia, picia, bez ciepłego odzienia. Dowożono tysiącami skazańców, aż pod osłona nocy poprowadzono w nieznane. Po miesiącu otrzymujemy kartkę podrzuconą pod drzwi naszego mieszkania - to list od tatusia. Informuje: Jestem w obozie Ostaszków, jest ze mną wielu znajomych. Mieścimy się w starym klasztorze, śpimy na ziemi, bez przykrycia - Jak Bóg pozwoli wrócę do was. Ciebie Andziu proszę uciekaj do rodziny. Zabieraj dzieci, zostaw wszystko i jedź w strony rodzinne (tj. okolice Tarnowa).


Nie udało się mamusi wyjechać do rodziny. Dotrwała do dnia 13.04.1940r. W nocy o godz. drugiej przyjechali po nas. Krzyki, przekleństwa, łomotanie. Wykopują drzwi. Czytaj ą rozkaz: 15 minut na spakowanie się. Jedziecie do męża i Ojca. ...


A tatuś już nie żył, figuruje na liście zamordowanych z dnia 5 kwietnia 1940r. pod póz. 293 - Tomasz Sławiński syn Tomasza ur. 13.11.1899r. Łękach Górnych Jeniec Ostaszkowa.


Nasza gehenna trwała na zesłaniu ponad 6 lat. Odizolowano mnie od matki. Bito, popychano, głodzono, wyśmiewano. Zabraniano polskiej mowy. Przypominano nam o tym, że przybyliśmy tu, by nas ziemia syberyjska pożarła. Nasze kości będą roznoszone po stepach przez wilki. ... A my musieliśmy milczeć... Modlitwa dodawała nam siłę i nadzieję na połączenie się z matkami, z rodziną. I tak się stało.


Wracamy do Ojczyzny okaleczeni fizycznie i psychicznie. Uczymy się polskiej mowy od nowa. Uczymy się żyć jak ludzie, uczymy się pokonywać trudy dnia codziennego. Przez długie lata jesteśmy zastraszani, ale żyjemy na polskiej ziemi - tak kochanej i upragnionej. Ziemi - za którą Życie oddali nasi Ojcowie. Umierali mordowani w podziemiach budynku NKWD w Kalininie - Twerze. Umierali strzałem w tył głowy, z rękami wiązanymi do tym drutem lub sznurem.


Po zamordowaniu zarzucano im płaszcze lub marynarki na głowy, wiązano te płaszcze, by krew wsiąkała i wywlekano na samochody t.zw. "worony". Mordu dokonywaną pod osłoną nocy. Następnie wieziono do Miednoje - lasu, gdzie były przygotowane "doły śmierci". Miednoje oddalone od Kalinina - Tweru w locie 27 km. Napełnione zamordowanymi "doły śmierci" przykrywano ziemią, zasadzono drzewami, otoczono teren mordu drutami kolczastymi i milczano. Zadawano kłam morderstwa. Przerzucano winę na innych - aż światło dzienne ujrzała prawda.


W Miednoje powstał Cmentarz Wojskowy - Polski Cmentarz, który skrywa szczątki 6313 polskich ofiar - głównie policji polskiej.


Zamordowano jednak ponad 13 tyś. policjantów. Pytamy - gdzie są mogiły tych 7 tyś. zamordowanych? Rodziny jeszcze żyją. Opłakują straty bliskich. Czekają na wiadomość. Ponadto zamordowano tysiące oficerów - wojskowych.


Kiedy stawiano coraz częściej te pytania, i kiedy to było oficjalnie wiadome, że w Miednoje spoczywają głównie polscy Policjanci II Rzeczypospolitej Polskiej powstaje Ogólnopolskie Stowarzyszenie "Rodzina Policyjna 1939R" w Katowicach. Jestem jej członkiem. Stwierdzam, na podstawie list zamordowanych w Kalininie - Twerze, że wielu Policjantów było z Tarnowa i okolic. Postanawiam zorganizować Oddział Stowarzyszenia na terenie Tarnowa. Trudności są wielkie. Dotrzeć do rodzin zamordowanych nie było trudno, gdyż sama zadawałam sobie ten trud, chodziłam, pisałam, jeździłam. Trudność sprawiało brak lokalu. Tarnowska "Solidarność" udzieliła nam bezpłatnego lokum. Była możliwość organizowania spotkań, gromadzenia dokumentów, redagowania kroniki. Po 2-ch latach naszej pracy otrzymujemy pokój przy Komendzie Wojew. Policji w Tarnowie przy ul. Narutowicza 6.


Następuje reorganizacja - Tarnów jako województwo przestaje istnieć - a my w dalszym ciągu prowadzimy działalność Stowarzyszenia. Spotykamy się z przychylnością ze strony Policji "Centrum" w Tarnowie. Współpraca układa się bardzo dobrze. Policja umożliwia nam bezpłatne wyjazdy na uroczystości centralne do Katowic, Częstochowy czy Warszawy.


Dla upamiętania pamięci o naszych Ojcach fundujemy Tablicę pamięci, w którą wkomponowane są kasety, z ziemią z dołów śmierci w Miednoje, guziki po ekshumacji zwłok z Miednoje oraz fragment muru z Tweru, przy którym stawali na śmierć nasi Ojcowie. Mur ten przesączony był krwią naszych Ojców. Są to dla nas relikwie. Owa tablica mieści się w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Tarnowie przy ul. Lwowskiej 122. W tym to Kościele sprawował godność proboszcza ks. Prof. Stanisław Sojka, który jest Kapelanem Stowarzyszenia "Rodzina Policyjna 1939R" Oddział w Tarnowie.


1 / 2 »