NEWSLETTER
E-MAIL
««« HOME
Napisy
WIĘCEJ »»»
Data aktualności 2010-07-06

Paweł Kowal: Ostatnie pióro prezydenta

I

Co może być zachętą, na tyle mocną, żeby ludzie się zgłaszali, żeby to robiło wrażenie? - Dobrze, pióro, ale w ramach pierwszego miejsca musi być coś jeszcze– powiedział jeden ze współpracowników, kiedy planowaliśmy nagrody w konkursie „Katyń – Pamiętamy. Małopolska”. Bo przecież laureaci kolejnych miejsc pojadą na wycieczkę. – Ale to będzie pióro od prezydenta Polski – nie ustawałem. – Tak, ale, w ilu konkursach można wygrać pióro nawet takie od prezydenta? Musi być coś więcej.

II

Mieliśmy się spotkać już we wtorek. W Parlamencie Europejskim była dyskusja na temat Ukrainy z komisarzem Fuelle. Zadzwoniłem do Pana Prezydenta, jak zwykle bezpośrednio, „na komórkę”, żeby zapytać, czy jednak mogę zostać w Brukseli i przyjechać dopiero w czwartek po powrocie prezydenta z Wilna. Wracałem z Brukseli i co kilka godzin Grzegorz Kądzielawski, mój współpracownik z Tarnowa przysyłał smsem przypomnienie „pióro na Pana głowie”, żebym nie zapomniał o prezydenckim piórze. Przyszło dużo prac i prawie wszystkie nagrody już przysłano: od Jana Ołdakowskiego dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego, od Agnieszki Odorowicz, dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Brakowało tylko obiecanych: pióra od Pana Prezydenta i nagród Janusza Kurtyki prezesa IPN (doszły do Tarnowa pocztą – we wtorek, 13 kwietnia). Bałem się, że podczas wieczornej rozmowy z Prezydentem sprawa umknie wśród innych kwestii jak kampania wyborcza, przygotowanie wystąpienia Prezydenta na sobotnią uroczystość w Katyniu. Zdaje się, że jak zwykle zapisałem sobie na kartce sprawy, o których mam nie zapomnieć, gdyby wieczorna rozmowa poszybowała jeszcze w kierunku polityki wschodniej lub wspomnień z czasów karnawału Solidarności czy podziemia.

III

- Panie Prezydencie, to drobiazg, pozwalam sobie przypomnieć, że ten konkurs w Tarnowie dobiega końca i chciałbym to pióro… - Potrzebujesz na jutro? – zapytał Prezydent. Nie – odpowiadam - tylko chodzi o to, żeby nie zapomnieć jakby co. – Dobrze, mamy czas, Zosia Ci da, takie jakie będziesz potrzebował. Zofia Gust (szefowa sekretariatu prezydenta): - Paweł, już daj spokój. Dostaniesz, które będziesz chciał, wpadnij w poniedziałek.

IV

Poniedziałek. Przed Pałacem Prezydenckim tłumy. Kolejny raz w ciągu dnia przeciskam się wzdłuż Hotelu Bristol. Dziesiątki kamer telewizyjnych, gorejące pole zniczy. Moment w kaplicy, jak zawsze przed wejściem na piętro. „Wieczne odpoczywanie racz mu dać Panie…”, paschał, czarno-biała fotografia. Gabinet Macieja Łopińskiego, ten, w którym spotkaliśmy się wszyscy w czwartek, który od gabinetu prezydenta dzieli sekretariat, od rana jest świadkiem ustaleń. Kiedy przyjeżdża Pani Prezydentowa? Kto ją przywita? Kiedy msza w katedrze polowej? Kiedy u grekokatolików, kiedy nabożeństwa u prawosławnych i ewangelików? Zmęczenie, kanapki – długie siedzenie i rozmowy, jakby jutro wraz z powrotem Pani Prezydentowej wszystko miało wrócić do normy. Wychodzę z Pałacu po 23. Zofia Kruszyńska - Gust, (jako jedyna z końcowej listy pasażerów do Smoleńska nie wsiadła ostatecznie do tamtego Tupolewa): - Paweł, jeszcze to pióro. Nie zapomnij…

Paweł Kowal


««« POWRÓT